Henryk Ruszczyc

Nauczyciel i wychowawca w szkole w Laskach

Twórca systemu rehabilitacji zawodowej inwalidów w Polsce

Pionier licznych kierunków pracy

Organizator kilku spółdzielni dla niewidomych

 

Wielki przyjaciel niewidomych nie żyje

Adolf Szyszko

W dniu 3 stycznia w Zakładzie dla Niewidomych w Laskach pod Warszawą zmarł wielki przyjaciel niewidomych, wybitny wychowawca i działacz społeczny, specjalista w zakresie rehabilitacji zawodowej – Henryk Ruszczyc.

Śmierć wyrwała z naszego środowiska człowieka o wyjątkowej wartości osobistej i społecznej, człowieka, który za cel swego życia postawił niesienie pomocy niewidomym, przede wszystkim poprzez ich szkolenie i rehabilitację. W Zmarłym utraciliśmy wybitnego doradcę i konsultanta, prekursora wielu nowoczesnych rozwiązań w zakresie szkolenia zawodowego i produktywizacji niewidomych. Henrykowi Ruszczycowi, dyrektorowi Zakładu w Laskach, około 3 tysięcy inwalidów wzroku zawdzięcza pomoc w rozwiązaniu swych najtrudniejszych problemów życiowych.

Z Henrykiem Ruszczycem, moim wychowawcą, zetknąłem się po raz pierwszy w 1930 roku jako ośmioletni chłopiec, uczeń II klasy szkoły podstawowej w Laskach. W ciągu 43 lat Jego pracy miałem zaszczyt utrzymywać z Nim stały kontakt, korzystając z rad i wskazówek praktycznych dotyczących wielu problemów rehabilitacyjnych. W swoim środowisku uchodzę za pracownika, który coś niecoś ma do powiedzenia w problematyce tyflologicznej, związanej z życiem i pracą inwalidów wzroku. Na moje poglądy w tym zakresie w stopniu decydującym wpłynęły doświadczenia i przekonania Pana Ruszczyca. Obserwując Jego pracę i uzyskiwane bardzo poważne osiągnięcia, zastanawiałem się wielokrotnie, na czym polega osobisty autorytet i wielkość tego człowieka. Sądzę, że nie popełnię błędu, jeśli przypiszę decydujące znaczenie, obok wyjątkowego czaru osobistego i posiadanego talentu organizacyjnego, umiejętności podporządkowania swego życia głównej idei– niesieniu pomocy niewidomym.

W swej pracy zawodowej i działalności społecznej w odniesieniu do inwalidów wzroku Henryk Ruszczyc kierował się zawsze bezinteresowną przyjaźnią, opartą na niewymuszonej życzliwości, nacechowanej wyjątkowym zrozumieniem skomplikowanych procesów psychicznych i uczuciowych występujących u niewidomych. Naturalny sposób bycia i szczera serdeczność budziły u niewidomych całkowite zaufanie.

Reasumując, można innymi słowy powiedzieć, że cała działalność Henryka Ruszczyca była przejawem Jego głębokiego humanitaryzmu, wypływającego bezpośrednio z serca i będącego niejako charakterystyczną cechą Jego osobowości. Osobowość ta wywierała ogromny wpływ na współpracowników, którzy po pewnym czasie przestawiali się na wiernych wykonawców Jego idei.

Po tych ogólnych rozważaniach chciałbym kilkanaście zdań poświęcić osobistym osiągnięciom zawodowym Pana Ruszczyca (bo tak wszyscy Go nazywaliśmy).

Pracę swą w Zakładzie rozpoczął na stanowisku wychowawcy w internacie chłopców. Nie miał jeszcze wówczas później zdobytej wiedzy i doświadczenia, mimo to jednak miłość dla niewidomych oraz rzadko spotykana intuicja wskazały Mu nowoczesne metody prowadzenia zajęć internatowych. Znalazło to swój wyraz m. in. w specjalnie organizowanych grach ruchowych, bitwach z podchodami w sąsiednim lesie, gdzie główną bronią rozstrzygającą o zwycięstwie było zaskoczenie i klaskanie. Zabawy te, oceniając z perspektywy czasu, muszę określić jako świetną metodę ćwiczenia orientacji przestrzennej, zmysłu przeszkód, refleksu i samodzielności.

Zarząd Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi, działającego przy Zakładzie w Laskach szybko poznał się na Jego talencie organizacyjnym i mianował H. Ruszczyca kierownikiem internatu, a następnie kierownikiem warsztatów szkolnych. Od tego momentu rozpoczęło się dla Niego życie całkowicie pochłaniające umysł, uczucia i całą energię.

W okresie od 1934 do 1939 roku, tj. do wybuchu wojny, zorganizował na terenie Lasek czteroletnie gimnazjum zawodowe szczotkarsko-koszykarskie i trzyletnią szkołę rzemieślniczą, przeprowadził całkowitą reorganizację warsztatów szkolnych, doprowadzając do stanu pełnej rentowności. Poza szczotkarstwem, koszykarstwem, wyplataniem wycieraczek, podjął próby z udostępnieniem niewidomym dziewiarstwa i garncarstwa. Przejął w Chorzowie warsztaty szczotkarskie, zatrudniające grupę niewidomych, rozbudował je i zreorganizował, likwidując ich deficyt. Znaczna jak na ówczesne czasy grupa niewidomych miała dzięki temu zapewnione źródło utrzymania. Na terenie Kielc podjął organizację spółdzielni pracy niewidomych. Załatwienie powyższej sprawy było tak dalece zaawansowane, że wojewoda kielecki wyraził zgodę. Wybuch wojny przeszkodził w sfinalizowaniu zamierzenia.

Jego działalność obejmowała zasięg niemal całego kraju. Na szczególne podkreślenie z tego okresu zasługuje pomoc grupie niewidomych w ukończeniu średniej szkoły ogólnokształcącej, co w owym czasie należało do rzadkości. Rozumiał, że pomoc niewidomym powinna być oparta na współpracy ludzi widzących z inwalidami wzroku. Działalność charytatywną traktował jako zło konieczne, wynikające z trudności w zapewnieniu niewidomym pracy zarobkowej. Już wówczas był przeświadczony o możliwościach niewidomych, po odpowiednim ich wyszkoleniu, zarobienia na swoje utrzymanie.

Przekonanie o możliwościach samodzielnego życia i pracy niewidomych czerpał nie tylko z głębokiej wiary w ogólnoludzką wartość człowieka niewidomego, lecz opierał je również na studiach najnowszych doświadczeń, prowadzonych w kraju i za granicą. W jego gabinecie zawsze znajdowała się podręczna biblioteka, zaopatrzona w kilkujęzyczne publikacje, dotyczące zagadnień tyflologicznych.

Prowadzone przez Niego prace, zmierzające do rozszerzenia wachlarza zawodów dostępnych niewidomym, uległy w czasie wojny zahamowaniu. Był to dla Zakładu w Laskach szczególnie trudny okres, w którym głównym celem kierownictwa było przetrwanie okresu wojennego przy zachowaniu w możliwie największym stopniu przedwojennej działalności na rzecz niewidomych. Prowadzone przez Henryka Ruszczyca warsztaty szczotkarskie umożliwiły poważnej grupie niewidomych zdobycie zawodu szczotkarza, a ponadto zapewniły im źródło utrzymania.

W tym czasie Pan Ruszczyc ujawnił kilkakrotnie wyjątkową odwagę osobistą oraz wierność swej idei niesienia pomocy niewidomym. W latach 1943–44 teren Zakładu był dwukrotnie obstawiony przez żandarmerię niemiecką, uzbrojoną w karabiny maszynowe gotowe do strzału. Niemcy przeprowadzali wówczas rewizję, poszukując partyzantów i broni. Wśród personelu powstała panika i gdzie kto mógł, uciekał. Pan Ruszczyc, mimo grożącego mu niebezpieczeństwa, nigdy nas nie opuścił, uważając za swój obowiązek być z niewidomymi do końca.

W czasie Powstania Warszawskiego na terenie szkoły w Laskach był przez pewien czas partyzancki szpital. Któregoś dnia niespodziewanie na teren Zakładu wkroczyły oddziały niemieckie. Ich generał zainteresował się szkoleniem niewidomych. W czasie zwiedzania był pełen napięcia dramatyczny moment. Niemiec, rozmawiając z panem Ruszczycem, opierał się o drzwi, za którymi leżało 11 rannych partyzantów. Tylko zimna krew dyrektora i szczęśliwy przypadek uratowały zakład od katastrofy.

W styczniu 1945 roku Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi w Laskach oddelegowało Henryka Ruszczyca, na prośbę przedstawiciela tymczasowego rządu w Dublinie, do zorganizowania w Surchowie, pow. Krasnystaw, ośrodka rehabilitacji dla ociemniałych żołnierzy. Pamiętam dobrze ten okres działalności Henryka Ruszczyca, ponieważ pracowałem na stanowisku instruktora w ośrodku.

Nie każdy dziś wyobraża sobie, jakie wówczas były trudności przy zorganizowaniu szkolenia zawodowego i rehabilitacji dla niewidomych. Żeby zapewnić opał, wyżywienie i zaspokoić inne potrzeby, pan Ruszczyc musiał parę razy w tygodniu jeździć na motocyklu do Lublina (około 70 kilometrów), niezależnie od pory roku i pogody.

O jego pracy w Ośrodku nie będę szerzej pisał, ponieważ na ten temat były już w „Pochodni” wzmianki, pisane przez byłych wychowanków. Natomiast wypada mi wspomnieć, że prace na rzecz inwalidów wojennych umożliwiły Ministerstwu poznanie wyjątkowych wartości Henryka Ruszczyca, co spowodowało zatrudnienie Go w resorcie.

Lata 1945–49 to w życiu Henryka Ruszczyca okres wzmożonej pracy na rzecz ogółu niewidomych na terenie całego kraju. W tym czasie, niezależnie od wspomnianego już ośrodka, organizuje liczne kursy przysposobienia niewidomych do pracy w przemyśle (Wrzeszcz, Poznań, Nowa Sól). Wszystkimi możliwymi środkami komunikacji przerzucał się z jednego krańca kraju w drugi, załatwiając zakwaterowanie kursantom, organizując kadrę wykładową i przeprowadzając jej instruktaże.

Osobiście organizował później zatrudnienie absolwentów w fabrykach państwowych. Był uznanym przez resort specjalistą od spraw szkolenia zawodowego i zatrudniania niewidomych. Jako ekspert wyjeżdżał w tym czasie z ministrem Michałem Rusinkiem do Anglii. Należy dodać, że z inspiracji Henryka Ruszczyca powstały w tym czasie trzy spółdzielnie niewidomych: w Lublinie, Poznaniu i Łodzi. Główny nacisk przy wyszukiwaniu pracy dla inwalidów wzroku był położony na branżę dziewiarską i tkacką oraz zatrudnianie niewidomych w przemyśle państwowym, głównie przy montażach. Wynikiem tej działalności było zatrudnienie około tysiąca osób w przemyśle państwowym

Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi w Laskach wezwało pana Ruszczyca do powrotu, ponieważ odbudowujący się Zakład wymagał sprężystego kierownictwa szkoleniem zawodowym i warsztatami. Od 1950 roku do stycznia 1973, tj. do śmierci, prowadził w Laskach szkolenie i rehabilitację zawodową oraz zajmował się zatrudnianiem absolwentów szkoły zawodowej.

Z ogromnym zainteresowaniem wszyscy obserwowaliśmy niewyczerpaną inwencję pana Ruszczyca w prowadzeniu eksperymentów w rozwiązywaniu najtrudniejszych problemów inwalidów wzroku. Do roku 1960 rozwijał intensywnie szkolenie zawodowe w dziewiarstwie i tkactwie, kładąc duży nacisk na wysoką jakość wyszkolenia Poza programem szkolnym zorganizował kursy wzornictwa artystycznego dla niewidomych dziewiarzy i tkaczy, stwarzając podstawy kadrowe do utworzenia w 1956 roku spółdzielni „Nowa Praca Niewidomych” w pionie „Cepelia”.

Okres powojenny to czas nieprzerwanej pracy organizacyjnej i realizacji coraz nowszych, coraz bardziej udoskonalonych koncepcji szkoleniowych. Przeprowadza eksperymenty w zakresie obsługi przez niewidomych obrabiarek o napędzie mechanicznym (rewolwerówki, tokarki, wiertarki, prasy, frezarki itp.) oraz skomplikowanych montaży w branży metalowej i elektrotechnicznej.

W latach sześćdziesiątych kładzie główny nacisk na ten typ szkolenia, wzbogacony dalszymi eksperymentami w zmechanizowanym stolarstwie. Z uwagi na stale pogarszający się stan zdrowia, jak również przedwczesną śmierć, nie zdążył doprowadzić do końca doświadczeń w pracy niewidomych przy obróbce plastiku.

Mimo swych licznych obowiązków, nigdy nie uchylał się od współpracy i konsultacji z Polskim Związkiem Niewidomych, Ministerstwem Oświaty i Ministerstwem Zdrowia i Opieki Społecznej. Wszyscy niewidomi, niezależnie od tego, czy byli Jego wychowankami czy nie, zawsze mogli liczyć na pomoc i radę w zakresie wyboru zawodu i uzyskania zatrudnienia.

Na szczególne podkreślenie zasługują prace Henryka Ruszczyca, oparte na współpracy z profesorem Degą, a dotyczące oprotezowania niewidomych z uszkodzeniami kończyn. Pomyślne eksperymenty z końcówkami roboczymi do protez umożliwiły Mu przeszkolenie niewidomych bez obydwu rąk w branży metalowej i tkackiej. Wielkie wrażenie wywierał widok niewidomego bez obydwu rąk, tkającego samodział sukienkowy. Ludzie, którzy poprzednio nie stykali się z niewidomymi, po zwiedzeniu wspomnianych warsztatów dochodzili do przeświadczenia, że dla inwalidów wzroku nie ma niemal rzeczy niemożliwych, pod warunkiem jedynie, że są odpowiednio wyszkoleni.

Zasługą Pana Ruszczyca był nie tylko wybór trafnej koncepcji szkoleniowej, lecz również umiejętność wpojenia w ucznia wiary we własne siły. Największą radością było, gdy widział zadowolenie niewidomego, wynikające z samodzielnego życia i uzyskiwanych zarobków. Cieszył się osiągnięciami swych wychowanków, jak również i innych niewidomych, gdyż to między innymi dodawało Mu pewności, że kroczy słuszną drogą, dążąc do usamodzielniania inwalidów wzroku poprzez rehabilitację zawodową i zatrudnienie.

W stosunkowo krótkim artykule jest rzeczą niemożliwą omówienie całego dorobku Jego życia. Mam nadzieję, że przy innej okazji będę mógł jeszcze podzielić się z Czytelnikami swoimi wspomnieniami o Panu Ruszczycu.

W dniu 3 stycznia 1973 roku niewidomi stracili największego przyjaciela spośród ludzi widzących, którego nieprędko ktoś zastąpi. Pozostaje jedynie żywić nadzieję, że Jego wychowankowie i współpracownicy będą wiernie starali się realizować ideę, której był przez 42 lata wierny i że wspólnymi siłami będziemy dążyć do stałego podnoszenia poziomu służb rehabilitacyjnych na rzecz inwalidów wzroku.

Pochodnia, maj, czerwiec 1973