Zygmunt Serafinowicz

Nauczyciel i działacz oświatowy

Kierownik szkoły dla niewidomych dzieci w Laskach

Wykładowca w Państwowej Wyższej Szkole Pedagogiki Specjalnej

 

W Setną rocznicę urodzin

Władysław Gołąb

„Prawnik z wykształcenia, humanista z zamiłowania i uzdolnień, rozmiłowany w sztuce, w pięknie słowa – pisze o Zygmuncie Serafinowiczu Alicja Gościmska. – „Poeta bez słów”, „pisarz niespełniony” – jak go wielokrotnie nazywano – wykładał w szkole matematykę (...). Jednocześnie zarażał młodzież entuzjazmem dla literatury pięknej. Rzadko spotykanym darem recytowania poezji, odtwarzania prozy wielkich mistrzów słowa, urzekał nie tylko swych uczniów, ale i grono młodych osób pracujących w Laskach. Uważany był za jednego z najbardziej dowcipnych ludzi. Gdy żartował, to z wielką powagą, a otoczenie zanosiło się od śmiechu”.

A oto jak sylwetkę Serafinowicza uzupełnia Witold Friemann (1889–1977), znany polski kompozytor, pianista i pedagog:

„Średniego wzrostu, szatyn, szczupły, po wojskowemu wyprostowany, niemal w tył pochylony. Ruchy zręczne. Piękne rysy twarzy. Orli nos. Oczy ciemno-niebieskie, pełne wyrazu. Spojrzenie bystre, szczere i otwarte. Uśmiech uprzejmy, ale nie wesoły, raczej smętny. Ludzi lubił (...) Sądy jego, zazwyczaj trafne, choć ostre, zaskakiwały swą dalekowzrocznością (...) dobroć jego była tak przysłowiowa, iż jeśli się rozłościł, nikt sobie z tego wiele nie robił (...). Będąc niewątpliwie człowiekiem modlitwy, unikał wszelkiego uzewnętrzniania swych przeżyć duchowych”.

Zygmunt Serafinowicz urodził się 15 maja 1897 roku w Milanówku pod Warszawą, ojciec jego, Władysław Dionizy, najmłodszy syn Józefa, uczestnika powstania listopadowego, pochodzącego ze spolonizowanej rodziny tatarskiej osiadłej na Żmudzi, był bohaterem w Zarządzie Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej. Matka Zygmunta, Maria z Niewęgłowskich, pochodziła z drobnej szlachty podlaskiej herbu Jastrzębiec, spokrewnionej z Bilewiczami z Litwy; była jedną z szesnaściorga rodzeństwa. Naukę pobierała na pensji u swej ciotki w Warszawie, a jej nauczycielami byli między innymi: Piotr Chmielowski, Bronisław Chlebowski, Adolf Dygasiński, Władysław Smoleński. Sytuacja materialna państwa Serafinowiczów była bardzo dobra. Dwa lata po Zygmuncie przyszedł na świat drugi syn, Leszek Józef (1899–1956), znany później poeta, piszący pod kryptonimem Jan Lechoń, a półtora roku później syn Wacław (1901–1946), literat i filmowiec.

Klimat domu państwa Serafinowiczów cechowały: kult wiedzy, wierność prawdzie za wszelką cenę i głęboki patriotyzm. Dzieci pobierały naukę w domu, w czym obok wynajmowanych nauczycieli współuczestniczyła matka, z zawodu nauczycielka. Zygmunt dopiero od siódmej klasy podjął naukę w Szkole Realnej im. Staszica w Warszawie. Tymczasem w roku 1912 Zarząd Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej przejął rząd carski. Władysław Serafinowicz uznał, że nie godzi się dalej służyć znienawidzonej administracji carskiej i opuścił intratne stanowisko. Do domu państwa Serafinowiczów zajrzała bieda. Zygmunt w roku 1914 przerwał naukę i począł zarabiać korepetycjami. W roku 1917 podjął pracę w piekarni. Sytuacja materialna uległa znacznej poprawie dopiero od lipca 1918 roku, gdy ojciec objął posadę intendenta Domu Schronienia dla Starców św. Ducha i Najśw. Marii Panny na Przyrynku 4. Jako intendent schroniska, pokazał co naprawdę potrafi: „W parę lat z zaniedbanego przytułku (...) zrobił cacko, wzór dla Europy” – pisał po latach Jan Lechoń.

W innym miejscu, charakteryzując klimat moralny i umysłowy, w jakim wzrastali, określił go jako: „świat codziennego poświęcenia, religijnego kultu wiedzy, najżarliwszej pogardy dla pieniądza”.

Zygmunt Serafinowicz maturę zdał jako eksternista w roku 1918 i zapisał się na Wydział Prawa Uniwersytetu Warszawskiego, ale już w listopadzie zgłosił się do wojska. Z powodu słabego zdrowia skierowano go do pracy w Sztabie, gdzie w roku 1920 został adiutantem gen. Józefa Dowbora-Muśnickiego. Po zakończeniu wojny polsko-bolszewickiej wrócił na studia, ale ich nie ukończył. Wciągnęła go cyganeria warszawska, a w szczególności grupa Skamandrytów: Julian Tuwim, Kazimierz Wierzyński i Antoni Słonimski. Był lubiany za swój wyborny, celny dowcip.

Aby nie być ciężarem dla rodziców, powrócił do pracy w wojsku. Przez kolegę ze sztabu, Rafała Marcelego Blutha, poznał w roku 1927 ks. Władysława Korniłowicza, a następnie włączył się do tzw. „Kółka”, skupiającego elitę warszawską, poszukującą Boga. W ten sposób z człowieka religijnie obojętnego stał się gorliwym chrześcijaninem. W dniu 23 grudnia 1928 roku opuścił dom rodzinny i przeniósł się do Lasek, gdzie nawiązał ścisłą współpracę z Matką Elżbietą Czacką, aby wspólnie tworzyć i rozwijać Dzieło Niewidomych.

Jako gorliwy neofita, wstąpił do grona tercjarzy św. Franciszka z Asyżu, przyjmując imię Leon. Ponadto włączył się w życie intelektualne Lasek. Między innymi ogłosił w czasopiśmie „Verbum” trzy recenzje literackie, poświęcone poezji Wojciecha Bąka. Po ukończeniu kursu tyflologicznego, podjął w internacie pracę wychowawczą i w szkole – nauczyciela matematyki. W roku 1939 został zmobilizowany. Po rozbiciu jego oddziału pod Lwowem, udał się do Żułowa, gdzie przetrwał okres okupacji, pracując i służąc przebywającym tam niewidomym.

W 1945 roku Zygmunt Serafinowicz powrócił do Lasek i na polecenie Matki Czackiej, od września objął kierownictwo Szkoły Podstawowej dla niewidomych, a następnie i Prywatnego Koedukacyjnego Gimnazjum Zawodowego dla Niewidomych w Laskach. Odpowiadał również za przedszkole, a od pierwszych lat pięćdziesiątych, za Szkołę Specjalną dla Niewidomych z lekkim upośledzeniem umysłowym. Przez kilka lat wchodził w skład trzyosobowej Komisji Doradczej do Spraw Niewidomych i do Komisji Badań Programowych przy resorcie oświaty. W latach czterdziestych nawiązał też ścisłą współpracę z prof. Marią Grzegorzewską. Recenzował prace dyplomowe słuchaczy Państwowego Instytutu Pedagogiki Specjalnej (dzisiejszej WSPS im. prof. Marii Grzegorzewskiej) oraz organizował i prowadził zajęcia praktyczne.

Zygmunt Serafinowicz nie znosił funkcji kierowniczych i podjął się ich wyłącznie na wyraźną prośbę Matki Czackiej. Mimo to był świetnym kierownikiem. Po jego odejściu na emeryturę w roku 1966, by go zastąpić, Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi zatrudniło trzy osoby. Jego zasługą było wdrożenie w Laskach tzw. metody ośrodków pracy. Był przy tym świetnym nauczycielem matematyki.

Funkcję kierowniczą Zygmunt Serafinowicz widział przede wszystkim jako koordynatora wysiłków całego grona pedagogicznego. Dlatego kładł ogromny nacisk na hospitacje. „To jedno robiłem może solidnie w mej pracy szkolnej; miałem po 80 godzin hospitacji na miesiąc” – powiedział kiedyś do s. Rafaeli Nałęcz.

„Całą swą postawą okazywał – wspomina Małgorzata Pawełczak-Placha – że podczas lekcji można przekazać treści nie tylko merytoryczne. Uczył sposobu zwracania się do drugiego człowieka, kultury języka. Nie pozwalał mówić byle jak, szczególnie nauczycielowi”.

Obraz Serafinowicza – człowieka – uzupełnia ks. Jerzy Wolff (1902–85) artysta malarz: „W muzyce za Mozartem przepadał, lubił także malarstwo – pokój miał ostatnio ubrany obrazami od autora pożyczonymi i cieszył się nimi – i to był bodaj jedyny, jaki go otaczał – pewien rodzaj luksusu”.

Serafinowiczowi przyszło kierować szkołami laskowskimi w latach urzędowego ateizmu i indoktrynacji ideologicznej. Wielokrotnie podejmowano próby upaństwowienia Zakładu dla ograniczenia jego sfery oddziaływania wyłącznie na dzieci niewidome z upośledzeniem umiarkowanym i głębszym. Były to lata niezwykle trudne, które w konsekwencji doprowadziły go do choroby owrzodzenia żołądka i zawału serca. Mimo to na zewnątrz był zawsze tym samym, wydawałoby się, nieprzemakalnym człowiekiem, tryskającym humorem. Na początku lat pięćdziesiątych w resorcie oświaty zażądano, aby w Laskach zawiesił w klasach portret Stalina, na co bez chwili wahania odpowiedział: „Prędzej mi tu włosy wyrosną – uderzył się po dłoni – niż powieszę portret Stalina”. Na konferencji dyrektorów szkół społecznych w roku 1958, gdy zażądano zdjęcia krzyży w placówkach oświatowych, Serafinowicz jako jedyny publicznie zaprotestował przeciw temu nakazowi.

Na początku lat sześćdziesiątych skierowano do Lasek specjalną wizytację w celu udowodnienia, że naruszane są w pracy z młodzieżą zasady dydaktyki, a w internatach mają miejsce nadużycia gospodarcze. Wizytatorzy z ludzi obojętnych zamienili się w wielkich przyjaciół Lasek, chociaż w wyniku odmowy sfałszowania protokołu z kontroli zostali zdegradowani. Serafinowicz, posłuszny zasadom Matki Czackiej, uważał, że głoszenie prawdy zawsze i wszędzie jest jedyną polityką, jakiej trzeba się wiernie trzymać.

W latach 1947–1969 pełnił funkcję sekretarza w Zarządzie Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi. Pozostawił po sobie setki protokołów, pisanych zwięzłym i rzeczowym językiem. Łączyła go głęboka przyjaźń z Henrykiem Ruszczycem. Ostatnie lata mieszkał w zakładowej infirmerii.

„Zygmunt Serafinowicz zmarł 23 listopada 1971 roku – pisze Michał Żółtowski. – Wśród dotkliwych bólów i słabości ciała nie opuszczał go kpiarski humor. Zastrzegł się przed śmiercią, aby go nie chowano w habicie, w którym nigdy nie chodził – choć miał do tego prawo, jako członek trzeciego zakonu św. Franciszka – ani w sandałach, lecz w trzewikach: „gdyż – jak się wyraził – bose stopy ogromnie nieestetycznie wyglądają”. Pochowany został na cmentarzu zakładowym, wśród sosen, nie opodal mogiły rodziców. Po śmierci grono przyjaciół ufundowało stypendium jego imienia, które przyznawane jest najzdolniejszym uczniom, podejmującym studia wyższe.

Rodziny własnej nie założył, a otrzymywane pobory niemal w całości przeznaczał wdowie na koszty wychowania i kształcenia trójki dzieci po zmarłym przedwcześnie przyjacielu.

Pochodnia, wrzesień 1997