Maria Grzegorzewska

Profesor psychologii i socjologii

Organizatorka szkolnictwa zajmującego się kształceniem i wychowaniem dzieci niesprawnych fizycznie i psychicznie

Twórczyni Państwowego Instytutu Pedagogiki Specjalnej

 

Maria Grzegorzewska – człowiek wielkiego serca

Stanisław Żemis

 

Profesor Marię Grzegorzewską poznałem w 1925 roku na pierwszym zjeździe nauczycieli szkół specjalnych. Zjazd trwał dwa dni, przewodniczyła mu Maria Grzegorzewska. Z własnego doświadczenia wiedziałem, jak się odbywają, a zwłaszcza, jak się kończą wszelkie zjazdy. Ten zjazd był inny. W czasie obrad panowała duża bezpośredniość, wielkie zaangażowanie w sprawę jego uczestników. Przewodnicząca znała wszystkich i nierzadko zwracała się do nich po imieniu. Nikt nie wyszedł przed zakończeniem obrad, a i po ich zakończeniu uczestnicy nie rozbiegli się, jak to zwykle bywa, w sali pozostali niemal wszyscy. Maria Grzegorzewska zeszła z podium i wmieszała się w gromadę. Każdy miał do niej jakąś sprawę, o coś pytał, w czymś się radził, coś opowiadał. A trwało to pewnie ze dwie godziny.

Było to moje pierwsze zetknięcie się z pedagogiką specjalną. Oczarowany niemal rodzinną atmosferą zjazdu, zafascynowany nieznanymi, a tak ciekawymi sprawami, siedziałem do końca. Atmosferę tę wniosła Maria Grzegorzewska, pionierka i twórca polskiej pedagogiki specjalnej, wychowawczyni prawie wszystkich nauczycieli tego działu szkolnictwa.

Maria Grzegorzewska wiele myśli i pracy poświęciła także niewidomym. Choćby pobieżne poznanie tej pięknej postaci na pewno zainteresuje Czytelników „Pochodni”. Sądzę, że poglądy teoretyczne i metody pracy z dziećmi kalekimi, opóźnionymi w rozwoju czy zaniedbanymi moralnie, mniej będą interesowały naszych Czytelników. Ograniczę się więc do skrótowego opowiadania o działalności naszego wielkiego przyjaciela.

Trudne i skomplikowane były drogi życia Marii Grzegorzewskiej, pełne zaskakujących zwrotów i zasadniczych decyzji. Długa była droga odnalezienia celu swego życia. A gdy go już znalazła i mogła na sztandarze swym wypisać: „Wyrównanie krzywd kalekich i upośledzonych niech będzie dewizą mego życia” – z pasją, z iście żmudzkim uporem i wprost nadludzką pracowitością realizowała tę ideę przez całe swe długie życie, a osiągnięcia jej należy mierzyć nie miarą człowieka, lecz miarą tytana.

Maria Grzegorzewska urodziła się w roku 1888 w Wołuczy, w powiecie Rawa Mazowiecka, w rodzinie dzierżawcy majątku. Ojciec Adolf i matka Felicja z Bogdanowiczów pochodzili ze Żmudzi, odznaczali się głębokim patriotyzmem, surowością obyczaju i dużym humanizmem. Jako najmłodsze dziecko w rodzinie, otoczona była miłością i serdeczną troską. Ta atmosfera domu rodzinnego wybitnie zaważyła na kształtowaniu się osobowości Marii i jej postawy wobec człowieka i ojczyzny.

W 1907 roku ukończyła szkołę średnią w Warszawie, a w rok później zdała państwowy egzamin nauczycielski, dający jej uprawnienia do nauczania w szkołach wiejskich, jak i w charakterze nauczycielki domowej. W tym też czasie ukończyła wydział matematyczno-przyrodniczy rocznego kursu przygotowującego do studiów uniwersyteckich. Kierownikiem kursu był wybitny, postępowy socjolog – Ludwik Krzywicki. Duży wpływ na kształtowanie się postawy społecznej Marii Grzegorzewskiej wywarli działający wówczas w Warszawie tacy ludzie, jak: Edward Abramowski, Jan Władysław Dawid, Stanisław Karpowicz, Stefania Sempołowska, Marian Falski, Helena Radlińska, Adam Mahrburg. Ci ludzie należeli do kręgu najbardziej postępowej inteligencji w ówczesnej Polsce. Ich życie i cała działalność była podporządkowana ideom niepodległości – w aspekcie politycznym, socjalizmowi – w aspekcie ekonomicznym i oświacie – w aspekcie społecznym. Wśród nich i z nimi młoda Maria rozpoczynała swoje życie, poświęcone służbie społecznej. Konspiracyjna praca społeczna wśród robotników, podziemna praca w kręgu młodzieży socjalistycznej sprawiły, iż żandarmeria zaczęła zwracać na nią uwagę i że trzeba było na jakiś czas zniknąć jej z oczu. Wtedy rodzina wyszukała Marii posadę domowej nauczycielki w znajomym dworze na Litwie.

Zaoszczędziwszy nieco pieniędzy z zarobków nauczycielki domowej i skorzystawszy z pomocy przyjaciółki, w 1909 roku Maria Grzegorzewska wyjeżdża do Krakowa i wstępuje na Wydział Przyrodniczy Uniwersytetu Jagiellońskiego. Ciężkie, a nieraz i głodne było życie Marii w Krakowie. Na utrzymanie swe zarabiała klejeniem i adresowaniem kopert oraz korepetycjami, a i tym, co zarobiła, najczęściej dzieliła się z bardziej potrzebującymi. Tam przeżyła wielką i bodajże jedyną miłość. Drogi jej człowiek umiera. Maria, z całą właściwą sobie gwałtownością uczuć, pogrążyła się w rozpaczy. Nadeszła choroba, która zmusiła ją do przerwania nauki i spędzenia paru miesięcy w Zakopanem. Ale i w tym nieszczęściu wielka siła witalna podyktowała jej takie słowa: „Żyć będę, muszę, ale teraz już tylko praca będzie treścią mojego życia”. Jakkolwiek Grzegorzewska nie ukończyła studiów przyrodniczych, a przerwała je po dwóch latach, to jednak zetknięcie się z metodą nauk przyrodniczych wybitnie zaważyło na późniejszej jej pracy pedagogicznej, w której fizjologia stała się punktem wyjściowym w badaniach psychologicznych.

Dowiedziawszy się o, prowadzonym w Brukseli przez wybitną polską uczoną – Józefę Joteyko, Międzynarodowym Fakultecie Pedologicznym (pedologia – nauka o dziecku), Maria Grzegorzewska w roku 1913 wyjeżdża do Belgii i wstępuje na tę uczelnię. Rychło zaprzyjaźnia się z Józefą Joteyko, a przyjaźń ta i bliska współpraca trwa już do końca życia tej wielkiej uczonej. Po roku studiów Grzegorzewska wraca na wakacje do kraju. Wybucha pierwsza wojna światowa. Fakultet z Brukseli zostaje zamknięty i przeniesiony do Paryża. Wojna uniemożliwia Grzegorzewskiej wyjazd z kraju. Dopiero w roku 1915 na jakimś okręcie wojennym, po zaminowanej trasie, Grzegorzewska dociera przez Londyn do Paryża, by kontynuować rozpoczęte na Fakultecie studia. Kończy je w roku 1916. Zarówno w Brukseli, jak i w Paryżu Grzegorzewska poznaje wielu wybitnych pedagogów i uczonych, a z wieloma z nich nawiązuje stałą współpracę. W tym też czasie Maria Grzegorzewska z wielkim zapałem chłonie piękno sztuki zgromadzonej w Paryżu i pasjonuje się zagadnieniami estetycznymi. Rezultatem tych zainteresowań była jej rozprawa pt. „Rozwój uczuć estetycznych u dzieci i młodzieży”, na której podstawie w roku 1918 uzyskała doktorat na Sorbonie.

Po zakończeniu wojny, jak tylko można było najwcześniej, Grzegorzewska w maju 1919 roku powraca do kraju, a niedługo po niej przyjeżdża i Józefa Joteyko. Obie przywożą szerokie plany organizacji szkolnictwa, a szkolnictwa specjalnego przede wszystkim.

Niezwykła jest droga Marii Grzegorzewskiej do opieki nad ludźmi defektywnymi, do pedagogiki specjalnej. Jako dziecko panicznie bała się wszelkich kalek. Gdy dom rodziców odwiedzał głuchoniemy, ze strachu przed jego bełkotem chowała się pod stół, a gdy w mieście natknęła się na niewidomego, przerażona jego pustymi oczodołami uciekała na drugą stronę ulicy.

Józefa Joteyko, jako dyrektor Fakultetu Pedologicznego dążyła do poznania przez swych studentów jak najwięcej ciekawych zakładów i instytucji. Stąd też organizowała częste ich zwiedzanie. Między innymi zwiedzono oddział idiotów w szpitalu w Bicetre. Na Grzegorzewskiej wywarło to wstrząsające wrażenie i tam właśnie znów powzięła ona jedną ze swych nagłych decyzji. Postanowiła porzucić świat piękna i estetyki, będący dotąd jej podstawowym nurtem życia, i pozostać już na całe życie w świecie takich odczłowieczonych, skrzywdzonych przez los istot – w świecie ludzi, którym trzeba oddać zabrane człowieczeństwo.

Po powrocie do kraju Maria Grzegorzewska zgłasza się do Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, gdzie rozpoczyna pracę jako referent do spraw szkolnictwa specjalnego. Wkrótce zostaje wizytatorem i doprowadza do powstania specjalnego wydziału dla tegoż szkolnictwa. Praca była niełatwa. Przede wszystkim nie było zrozumienia potrzeby istnienia takich szkół i trzeba było prowadzić szeroką akcję uświadamiającą – jeździć, przekonywać, pisać artykuły i broszury. Nie było wykwalifikowanych nauczycieli. Kształcenie ich Grzegorzewska zaczęła najpierw na półrocznym, potem na rocznym kursie, by wreszcie w roku 1922 przekształcić je w Państwowy Instytut Pedagogiki Specjalnej w Warszawie. Maria Grzegorzewska zostaje jego dyrektorem i na stanowisku tym pozostaje blisko czterdzieści sześć lat – czyli do końca życia.

Trudno tu bliżej scharakteryzować założenia, organizację i metody pracy Instytutu. Była to koncepcja oryginalna, odbiegająca od obcych wzorów, a w niedługim czasie on sam stał się wzorem dla podobnych instytutów w wielu krajach. Wspomnę tylko, że Instytut zasięgiem swym obejmował wszystkie rodzaje kalectwa i odchyleń od normy, a podstawą jego pracy były badania fizjologii, co ułatwiało zrozumienie i pogłębiało poznanie psychiki dziecka. Jako zasadniczą metodę pracy z dzieckiem Grzegorzewska przyjęła metodę pracy ośrodków częściowo wzorowaną na metodzie ośrodków zainteresowań, stosowaną w Belgii przez Owidiusza Decrolyego. W czasie pierwszej wojny światowej Instytut całkowicie zniszczono i Maria Grzegorzewska musiała znów, w niezmiernie ciężkich warunkach, zaczynać pracę od początku.

Uzupełnieniem pracy Instytutu jest założony przez Marię Grzegorzewską miesięcznik „Szkoła Specjalna”, którego była redaktorem. Czasopismo to było jedynym organem, poświęconym szkolnictwu specjalnemu, stało na wysokim poziomie i przyczyniało się do pogłębiania wiedzy ogółu nauczycieli.

W 1924 roku przy Zarządzie Głównym Związku Nauczycielstwa Szkół Powszechnych Grzegorzewska organizuje Sekcję Szkolnictwa Specjalnego, zostaje jej przewodniczącą i kieruje nią do roku 1948. Podczas okupacji Maria Grzegorzewska pracuje jako nauczycielka szkoły specjalnej w Warszawie. Jednocześnie bierze udział w tajnych pracach oświatowych Delegatury Rządu w dziale kształcenia nauczycieli. Między innymi przez dwa lata prowadzi roczne tajne studium, przygotowujące nauczycieli do zakładów kształcenia.

W 1956 roku Uniwersytet Warszawski nadaje Marii Grzegorzewskiej tytuł profesora i powierza jej organizację i kierownictwo pierwszej nowo powstałej Katedry Pedagogiki Specjalnej, którą prowadziła do ostatnich dni swego życia.

Zainteresowania Marii Grzegorzewskiej nie ograniczają się wyłącznie do pedagogiki specjalnej. W 1930 roku zakłada w Warszawie dwuletni Państwowy Instytut Nauczycielski. Do Instytutu tego przyjmowani byli nauczyciele po wyższym kursie nauczycielskim i nieraz po wieloletniej praktyce pedagogicznej. Zadaniem Instytutu było „przekrystalizowanie osobowości” słuchaczy przez ukierunkowanie ich pracy na wychowanie człowieka uspołecznionego, na wytyczenie społeczeństwu dróg kulturalnego rozwoju, na służbę społeczną. W Instytucie istniała dowolność wybierania sobie kierunków studiów i nie ograniczano się do wykładów. Przeprowadzono tam wiele prac naukowych, między innymi nad współpracą szkoły z domem, dojrzałością szkolną dzieci, wpływem środowiska na rozwój i wychowanie dziecka, rolą szkoły w przekształcaniu środowiska, wpływem bezrobocia na wychowanie dzieci i drugorocznością.

Był to okres narastania w Polsce faszyzmu. Zarówno założenia programowe, jak i działalność w nim Marii Grzegorzewskiej zostały uznane przez władze szkolne za szkodliwe toteż po pięciu latach pracy odwołano ją ze stanowiska, zaprzepaszczając cały dorobek tej ciekawej i nader pożytecznej instytucji. Na akt ten słuchacze Instytutu odpowiedzieli strajkiem.

Niewidomym Maria Grzegorzewska poświęciła dużo uwagi. PIPS kształcił nauczycieli dla niewidomych, a wśród nich także wielu nauczycieli było niewidomych. Była doradcą Ministerstwa Oświaty oraz instytucji społecznych, zajmujących się niewidomymi. Oprócz wielu specjalistycznych artykułów napisała podstawowe, dwutomowe dzieło – „Psychologia niewidomych”. Niestety, w druku ukazał się tylko tom pierwszy. Drugi, przygotowany do druku, spłonął wraz z całym mieszkaniem autorki.

Interesowała się również głucho ciemnymi i odbyła specjalną podróż do Francji, by bliżej się zapoznać z tym trudnym zagadnieniem. Współuczestniczyła w wychowaniu i kształceniu głucho ciemnych i napisała przedmowę do książki Emanueli Jezierskiej pt. „Obserwacje nad rozwojem głucho ciemnej Krystyny Hryszkiewicz”. O jej uczuciowym stosunku do nas – niewidomych niech świadczy chociażby następujący fakt. Gdy dowiedziała się, że nagle straciłem wzrok i przebywam w Laskach, natychmiast przyjechała tam, by podnieść mnie na duchu, by wzbudzić wiarę, że i przed niewidomym życie stoi otworem. Potem, ile razy popadłem w depresję, dzwoniłem do niej. Zawsze dodawała mi otuchy i zawsze była gotowa natychmiast mnie odwiedzić. Wiem, o czym zresztą piszą wszyscy jej biografowie, że tak samo było ze wszystkimi szukającymi u niej pomocy.

Maria Grzegorzewska, ten gigant pracy, człowiek o wielkiej wiedzy i olbrzymim doświadczeniu, stosunkowo mało pisała. Nie pozwalały jej na to sprawy bieżące, a zwłaszcza odpowiadanie na masę listów, jakie otrzymywała zewsząd z prośbą o radę, o pomoc. Wśród eksponatów w Muzeum Marii Grzegorzewskiej znajduje się prosty garnuszek, mieszczący popioły jej prac naukowych, spalonych w czasie Powstania. Zabrała ona garsteczkę tych popiołów, gdy po raz pierwszy poszła na zgliszcza swego domu. Było to dla niej ciężkim przeżyciem – znaleźć cały swój dorobek naukowy w takiej formie. Spaliły się wtedy, oprócz notatek i różnych opracowań, dwie zasadnicze przygotowane już do druku książki: drugi tom „Psychologii niewidomych” i książka pt. „Osobowość nauczyciela”.

Pisząc o Marii Grzegorzewskiej, z konieczności pominąłem cały wielki rozdział, mówiący o jej pracy polityczno-społecznej. A działalność ta była bogata, ofiarna, ryzykowna. Działała ona podczas zaborów, w okresie międzywojennym, a zwłaszcza podczas drugiej wojny i Powstania Warszawskiego, gdy zajmowała się nie tylko zakładaniem szpitali i pielęgnowaniem rannych, ale także transportem i przechowywaniem broni, a nawet ratowaniem Żydów.

Gdy piszę o Marii Grzegorzewskiej, mimo woli przychodzi mi taka myśl – człowiek, nawet o wielkiej wiedzy, lecz małym sercu, nie jest pełnym człowiekiem. Maria Grzegorzewska była człowiekiem w najpiękniejszym tego słowa znaczeniu. Ujmującej urody, bezpośrednia i prosta w obejściu, pełna najszlachetniejszej pasji i niezmordowanej pracowitości, a nade wszystko człowiek wielkiego serca. Kochają ją i wielbią wszyscy, którzy mieli szczęście zetknąć się z nią wcześniej. Władze Polski Ludowej uhonorowały ją najwyższymi odznaczeniami: Orderem Budowniczych Polski Ludowej, Orderem Sztandaru Pracy Pierwszej Klasy, tytułem honorowym „Zasłużonego Nauczyciela PRL” i wieloma innymi odznaczeniami. Powstał specjalny komitet uczczenia pamięci Marii Grzegorzewskiej, który gromadzi po niej wszelkie dokumenty, opracowuje różne poświęcone jej publikacje, a w dniu 8 listopada 1969 roku odbyła się w Warszawie specjalna sesja naukowa, poświęcona życiu i działalności Marii Grzegorzewskiej.

Przez długie lata chorowała na serce. Zmarła 7 maja 1967 roku. Pochowana została na cmentarzu Powązkowskim w Alei Zasłużonych. Na grobowcu wyryto jakże znamienne dla niej słowa: „Wyrównanie krzywd upośledzonych, niedostosowanych, stało się nakazem mego życia”.

Pochodnia, luty, marzec 1970