Stefania Żyłko

Nauczycielka niewidomych dzieci

 

Nauczycielka kilku pokoleń

Halina Banaś

W dniu 8 maja bieżącego roku na cmentarzu zakładowym w Laskach odbył się pogrzeb Pani Stefanii Żyłko. Długoletnią nauczycielkę wielu szkół dla niewidomych odprowadzało na miejsce wiecznego spoczynku liczne grono pracowników Lasek oraz jej najmłodsi uczniowie. Ja czułam się na tym pogrzebie po trosze reprezentantką licznych uczniów Zmarłej i właśnie w ich imieniu chciałabym ją pożegnać krótkim wspomnieniem.

Uczennicą Pani Żyłko byłam tylko jeden rok – w siódmej klasie szkoły podstawowej. Było to dawno temu, a przecież moje pokolenie nie jest wśród jej uczniów najstarsze. Po kilku latach pracy w szkolnictwie normalnym Stefania Żyłko przeszła do szkolnictwa specjalnego. Pierwszą jej placówką była szkoła dla niewidomych w Wilnie. Po wojnie pracowała kolejno w Laskach, w Łodzi, Owińskach i znowu w Laskach, gdzie pozostała już do końca.

W naszym środowisku jest więc bardzo wiele osób, które w swoich szkolnych latach zaliczały się do jej uczniów. Być może nie wszyscy tak jak ja utrzymywali z nią kontakty po ukończeniu szkoły. Ale wydaje mi się, że wszyscy ją zapamiętali. Nie była bowiem nauczycielką „łatwą”. Nerwowa, bardzo wymagająca, wobec żadnej sprawy nie pozostawała obojętna. To jej zaangażowanie we wszystko, co robiła, nawet najbardziej apatycznych uczniów zmuszało do emocjonalnych reakcji.

Ci, którzy Panią Stefanię znali, wiedzą także, że najbardziej wymagająca była wobec siebie samej. Swoim uczniom stawiała niekiedy piątki, ale czy postawiła choć jedną samej sobie? Jej długie nauczycielskie życie było przesycone ciągłym niepokojem o to, aby było jeszcze lepiej, niż jest. W poszukiwaniu tych najlepszych rozwiązań i metod pracy, a także największego dla tej pracy zrozumienia, zmieniała szkoły, nie mogąc jednak nigdy rozstać się z uczniami niewidomymi.

Szczególną miłością darzyła dzieci młodsze. Wszelkimi sposobami uczyła je poznawać piękno świata, które sama umiała tak intensywnie odczuwać. Myślę, że właśnie umiłowanie tego piękna – przyrody, poezji, muzyki – były największą pociechą tej wiecznie poszukiwaczki prawdy, nigdy niezadowolonej w pełni z rezultatów tych poszukiwań.

Sądzę, że taką właśnie Pani Stefania Żyłko wydawała się wielu swoim uczniom i taką pozostanie w naszej pamięci.

Pochodnia, czerwiec 1974