Margit Silhan

Żona kapitana Jana Silhana

Współautorka wszystkich jego osiągnięć

 

„Pani Margit Silhan”. W pierwszą rocznicę śmierci

Dobrosław Spychalski

Znało ją i szanowało wielu niewidomych i współpracujących z nimi widzących z całego kraju. Wszyscy pamiętamy jej charakterystyczną, drobną, szczupłą, nieco pochyloną sylwetkę o wyrazistej twarzy i żywych, ciemnych oczach. Margit Silhan pamiętamy z wielu zebrań, konferencji i narad, występującą u boku swojego męża, zmarłego przed ośmiu laty wybitnego działacza ruchu niewidomych, kapitana Jana Silhana. Przez całe długie, ponad pięćdziesięcioletnie wspólne życie raz tylko na kilka dni rozstała się ze „swoim Jankiem”, ponieważ na czas nie otrzymała wizy zagranicznej. Było to naprawdę wspaniałe małżeństwo, jakie nieczęsto się spotyka.

Poznali się w roku 1915, w wiedeńskiej klinice okulistycznej, gdzie pani Margit pełniła funkcję pielęgniarki. Kapitan Silhan trafił tam po utracie wzroku, spowodowanej ranami odniesionymi na froncie serbskim. Pomimo pewnych oporów ze strony rodziny pani Margit – uczucie zwyciężyło i w 1916 roku odbył się ich ślub. Po specjalnym przeszkoleniu rehabilitacyjnym w Wiedniu, kapitan Silhan w roku 1917 został skierowany przez władze wojskowe do Lwowa, gdzie miał utworzyć wojskowy zakład dla ociemniałych żołnierzy z Bukowiny, Galicji i Śląska. Pani Margit, przyjeżdżając do naszego kraju nie znała języka polskiego i zdarzało się, że rozmowa młodego oficera w polskim mundurze, prowadzona z żoną z konieczności w języku niemieckim, stawała się przyczyną niemiłych incydentów. Wkrótce jednak bariery językowe zostały pokonane, a Polska stała się nową ojczyzną Margit Silhanowej, której do końca życia była gorącą patriotką.

Po drugiej wojnie światowej państwo Silhanowie zamieszkali w Krakowie, gdzie przebywali do końca życia. Wielu niewidomych, odwiedzających Kraków, gościło w ich mieszkaniu na wzgórzu przy ul. Radockiego 1, gdzie zawsze byli mile widziani. Nieodłączna towarzyszka życia kapitana Silhana dzieliła także zainteresowania społeczne męża, żyła problemami inwalidów wzroku, interesując się często nawet ich osobistymi troskami i trudnościami. Okazją do takich bardziej prywatnych i serdecznych kontaktów z niewidomymi z różnych stron Polski, których większość państwo Silhanowie znali osobiście, stawały się zwłaszcza okresy pobytu w Muszynie. Pan Jan i jego żona spędzali tam większość Świąt, czując się w gronie niewidomych jak we własnej rodzinie. Po śmierci kapitana Silhana ośrodek PZN w Muszynie otrzymał jego imię. Na uroczystość odsłonięcia tablicy pamiątkowej w roku 1974 została, oczywiście, zaproszona wdowa, pani Margit.

Po śmierci męża pani Silhanowa przebywała jeszcze wielokrotnie w Muszynie. Jej niezwykła żywotność, zadziwiająca pamięć i sprawność umysłu, którą mimo zaawansowanego wieku (zmarła, mając 93 lata), podziwialiśmy wszyscy, sprawiał, że pani Margit była czynna do końca życia. Po śmierci męża, pomimo pogarszającego się stanu zdrowia, a następnie ciężkiego złamania nogi, nie chciała, mimo licznych propozycji, opuścić Krakowa i mieszkania, z którym wiązało się tyle wspomnień ze wspólnego życia z ukochanym „Jankiem”. O jej wielkiej witalności może świadczyć fakt, że złamana noga, którą lekarze ze względu na wiek pacjentki obawiali się operować, zrosła się samoistnie, a ona sama mogła ponownie odwiedzać grób swego męża na cmentarzu Rakowickim. Po jego śmierci pani Margit troskliwie uporządkowała materiały i pamiątki pozostałe po zmarłym, które przekazała do Zarządu Głównego PZN. Przyjaciołom niejednokrotnie wspominała, że jedyne marzenie, jakie jej pozostało, to połączenie się ze swoim mężem. Pierwszego listopada 1978 roku, w dniu urodzin kapitana Silhana, pani Margit wybierała się również na cmentarz Rakowicki, na który jednak nie dotarła. Śmierć przyszła nagle. Na jej pogrzeb przybyli liczni niewidomi z całego kraju.

Pochodnia, listopad 1979